sobota, 4 października 2014

[One Shot] Mieć marzenie to nie wszystko.

Tytuł: Mieć marzenie to nie wszystko.
Typ: one-shot
Gatunek: przemyślenia?
Paringi: brak
Ostrzeżenia: brak
Długość: ponad jedna strona w OpenOffice [Times New Roman, 12]
Notka autorska: Wróciłam. Cieszy się ktoś? Na początek kiepskiej jakości tekst. c: Jedynie proszę was o komentowanie, obojętnie czy pozytywne czy negatywne. Proszę o komentowanie.

Marzenie... co to jest? Potrafisz t ozdefiniować? Prawie każdy człowiek ma jakieś marzenie. Jeden marzy o bogactwie, drugi o kobietach, inny o podróży w kosmos, jeszcze inny o różczce Harry'ego Pottera. Ja od dzieciństwa marzyłem o tym, by zostać koreańskim idolem. "Ha! Każdy chciałby być supergwiazdą!" powiecie, lecz ja, w przeciwieństwie do osób siedzących w domu na kanapie i oglądających teledyski B2ST albo Super Junior, ja starałem się spełnić to marzenie. Ciężko pracowałem, by opłacić lekcje śpiewu, gry na instrumentach i tańca. Harowałem dzień i noc, rano przed szkołą rozwoziłem mleko, po szkole pracowałem w sklepie spożywczym, po czym pędziłem na łeb na szyję by zdążyć na swoją zmianę w pralni. Los nie był mi przychylny. Wielokrotnie spóźniałem się do pracy przez autobus, którego kierowca wcale się nie przejmował, że niektórzy pasażerowie się spieszą na spotkanie czy pracę. Zwróciłem mu raz grzecznie uwagę, lecz moje słowa tylko go rozzłościły i odpowiadając mi, wcale niekulturalnie, tylko opluł moją dostawę świeżego prania, przez co koszula z wierzchu miała mnóstwo plamek o niezidetyfikowanym kolorze i zapachu. Do tej pory nie wiem i nie chcę wiedzieć co ten kierowca jadał.

Zapytacie "Czemu rodzice ci nie pomogli?". Matki nie było na to stać, pracowała ciężko jako pokojówka w domu bogatej rodziny, a zapłata... no cóz, nie była za duża w stusunku do tego jak była tam traktowana. Ojciec mój nie żył. A przynajmniej dla mnie. Zostawił matkę jakieś 17 lat temu czyli jak miałem sześć lat. Czasem, w przypływach słabości tęskniłem za nim, jednak głównie byłem na niego wściekły i nienawidziłem go. Tak było do dwudziestki, po której zacząłem mieć to gdzieś. Zapomniałem, że miałem ojca.
Trenowałem i ćwiczyłem około czterech lat, po czym zdecydowałem, że jestem gotowy by pójść na przesłuchanei do wytwórni muzycznej. Wtedy pojawiło się pytanie: do jakiej? Pierwsza myśl to była jedna z najbardziej znanych jak SMTOWN czy YG. Jednak chciałem najpierw wziąć udział w paru mniejszych konkursach wokalno-tanecznych i się zaczęło. Pierwszy konkurs poszedł mi fatalnie. Był to konkurs otwarty, czyli że każdy kto chciał zobaczyć startujących, mógł przyjść. Oczywiście był limit osób, nie mogło przyjść więcej niż 270 widzów jednak ta liczba wydawał się dla mnie wtedy ogromna. Kiedy stanąłem na scenie i wszystkie światła były skierowane na moją twarz, poczułem się osaczony bez jakiejkolwiek drogi ucieczki. Muzyka zaczęła lecieć lecz ja nie byłem w stanie wydobyć z siebie słowa. Chwila ta ciągnęła się niemiłosiernie. Na scenie byłem zaledwie sześć minuty, bo sędziowie stracili wiarę, że coś zaśpiewam i odesłali mnie, jednak dla mnie to było sześć godzin. Drugi konkurs poszedł mi dość dobrze, bo nie miałem widowni i byłem w stanie się skoncentrować i zaśpiewać. Nie wygrałem ale zająłem wysokie szóste miejsce. Dopiero kiedy już przyzwyczaiłem się do widowni i mogłem śpiewać bez względu na to, ile osób mnie obserwuje, postanowiłem znów wziąć udział w konkursie publicznym. Tym razem wiedziałem co mnie czeka i byłem na to przygotowany. Zaśpiewałem moja najlepszą piosenkę, najlepiej jak mogłem i mój trud został wynagrodzony – zdobyłem drugie miejsce przegrywając tylko sześcioma głosami.
Na tym konkursie wypatrzył mnie Cho Joong Hoon, znany jako Cho PD. Powiedział mi, że zrobi ze mnie gwiazdę koreańskiego popu, lecz również mnie ostrzegł, że będę musiał się wyrzec wszystkiego co do tej pory robiłem lub znałem. Zerwać z dziewczyną jeśli ją mam (na szczęście nie miałem), rozstać się z matką, zamieszkać w innym miejscu z grupką innych chłopaków, bez innych znajomych. Czysta karta. Jeśli dołączę do tego świata, to muszę zacząć z nową kartką. Czystą. Bez niczego. "Czy jesteś w stanie to zrobić? Jesteś w stanie pozbyć się wszystkiego co znane dla spełnienia swojego marzenia?" zapytał. Popatrzyłem mu w oczy. W głowie przelatywały wszystkie wspomnienia z mojego jakże krótkiego życia. Pierwsza zabawka, pierwszy dzień w szkole. Pierwsza książa, pierwszy przyjaciel, pierwszy egzamin. Pierwsza godzina pracy. Pierwsze poszturchiwania. Pierwsze zajęcia. Pierwszy konkurs. I pierwsza szansa na spełnienie marzenia. Godziny trenowania. Nieprzespane noce z bólu mięśni.
Popatrzyłem na niego z determinację w oczach. Robię to dla siebie, dla matki. I dla zemsty, żeby ojciec pożałował, jeśli jeszcze żył, że mnie opuścił.
Byłem w stanie. I Cho Joong-hoon zobaczył to w moich oczach. 
Miałem wtedy szesnaście lat. 
~*~*~*~
Nazywam się Ahn Jar Hyo i mam 23 lata. Należę do zespołu BLOCK B. Moje marzenie się spełniło.

1 komentarz:

  1. Ha, oczywiście, że jako bohater gejpopowego bloga nie miał dziewczyny. ;)

    A tak na poważnie: bardzo udany tekst. Aż prosi się o ciąg dalszy.

    OdpowiedzUsuń