Tytuł: Mieć marzenie to
nie wszystko.
Typ: one-shot
Gatunek: przemyślenia?
Paringi: brak
Ostrzeżenia: brak
Długość: ponad jedna
strona w OpenOffice [Times New Roman, 12]
Notka autorska: Wróciłam.
Cieszy się ktoś? Na początek kiepskiej jakości tekst. c: Jedynie
proszę was o komentowanie, obojętnie czy pozytywne czy negatywne.
Proszę o komentowanie.
Marzenie... co to jest?
Potrafisz t ozdefiniować? Prawie każdy człowiek ma jakieś
marzenie. Jeden marzy o bogactwie, drugi o kobietach, inny o podróży
w kosmos, jeszcze inny o różczce Harry'ego Pottera. Ja od
dzieciństwa marzyłem o tym, by zostać koreańskim idolem. "Ha!
Każdy chciałby być supergwiazdą!" powiecie, lecz ja, w
przeciwieństwie do osób siedzących w domu na kanapie i
oglądających teledyski B2ST albo Super Junior, ja starałem się
spełnić to marzenie. Ciężko pracowałem, by opłacić lekcje
śpiewu, gry na instrumentach i tańca. Harowałem dzień i noc, rano
przed szkołą rozwoziłem mleko, po szkole pracowałem w sklepie
spożywczym, po czym pędziłem na łeb na szyję by zdążyć na
swoją zmianę w pralni. Los nie był mi przychylny. Wielokrotnie
spóźniałem się do pracy przez autobus, którego kierowca wcale
się nie przejmował, że niektórzy pasażerowie się spieszą na
spotkanie czy pracę. Zwróciłem mu raz grzecznie uwagę, lecz moje
słowa tylko go rozzłościły i odpowiadając mi, wcale
niekulturalnie, tylko opluł moją dostawę świeżego prania, przez
co koszula z wierzchu miała mnóstwo plamek o niezidetyfikowanym
kolorze i zapachu. Do tej pory nie wiem i nie chcę wiedzieć co ten
kierowca jadał.
Zapytacie "Czemu
rodzice ci nie pomogli?". Matki nie było na to stać,
pracowała ciężko jako pokojówka w domu bogatej rodziny, a
zapłata... no cóz, nie była za duża w stusunku do tego jak była
tam traktowana. Ojciec mój nie żył. A przynajmniej dla mnie.
Zostawił matkę jakieś 17 lat temu czyli jak miałem sześć lat.
Czasem, w przypływach słabości tęskniłem za nim, jednak głównie
byłem na niego wściekły i nienawidziłem go. Tak było do
dwudziestki, po której zacząłem mieć to gdzieś. Zapomniałem, że
miałem ojca.
Trenowałem i ćwiczyłem
około czterech lat, po czym zdecydowałem, że jestem gotowy by
pójść na przesłuchanei do wytwórni muzycznej. Wtedy pojawiło
się pytanie: do jakiej? Pierwsza myśl to była jedna z najbardziej
znanych jak SMTOWN czy YG. Jednak chciałem najpierw wziąć udział
w paru mniejszych konkursach wokalno-tanecznych i się zaczęło.
Pierwszy konkurs poszedł mi fatalnie. Był to konkurs otwarty, czyli
że każdy kto chciał zobaczyć startujących, mógł przyjść.
Oczywiście był limit osób, nie mogło przyjść więcej niż 270
widzów jednak ta liczba wydawał się dla mnie wtedy ogromna. Kiedy
stanąłem na scenie i wszystkie światła były skierowane na moją
twarz, poczułem się osaczony bez jakiejkolwiek drogi ucieczki.
Muzyka zaczęła lecieć lecz ja nie byłem w stanie wydobyć z
siebie słowa. Chwila ta ciągnęła się niemiłosiernie. Na scenie
byłem zaledwie sześć minuty, bo sędziowie stracili wiarę, że
coś zaśpiewam i odesłali mnie, jednak dla mnie to było sześć
godzin. Drugi konkurs poszedł mi dość dobrze, bo nie miałem
widowni i byłem w stanie się skoncentrować i zaśpiewać. Nie
wygrałem ale zająłem wysokie szóste miejsce. Dopiero kiedy już
przyzwyczaiłem się do widowni i mogłem śpiewać bez względu na
to, ile osób mnie obserwuje, postanowiłem znów wziąć udział w
konkursie publicznym. Tym razem wiedziałem co mnie czeka i byłem na
to przygotowany. Zaśpiewałem moja najlepszą piosenkę, najlepiej
jak mogłem i mój trud został wynagrodzony – zdobyłem drugie
miejsce przegrywając tylko sześcioma głosami.
Na tym konkursie wypatrzył
mnie Cho Joong Hoon, znany jako Cho PD. Powiedział mi, że zrobi ze
mnie gwiazdę koreańskiego popu, lecz również mnie ostrzegł, że
będę musiał się wyrzec wszystkiego co do tej pory robiłem lub
znałem. Zerwać z dziewczyną jeśli ją mam (na szczęście nie
miałem), rozstać się z matką, zamieszkać w innym miejscu z
grupką innych chłopaków, bez innych znajomych. Czysta karta. Jeśli
dołączę do tego świata, to muszę zacząć z nową kartką.
Czystą. Bez niczego. "Czy jesteś w stanie to zrobić? Jesteś
w stanie pozbyć się wszystkiego co znane dla spełnienia swojego
marzenia?" zapytał. Popatrzyłem mu w oczy. W głowie
przelatywały wszystkie wspomnienia z mojego jakże krótkiego życia.
Pierwsza zabawka, pierwszy dzień w szkole. Pierwsza książa,
pierwszy przyjaciel, pierwszy egzamin. Pierwsza godzina pracy.
Pierwsze poszturchiwania. Pierwsze zajęcia. Pierwszy konkurs. I
pierwsza szansa na spełnienie marzenia. Godziny trenowania.
Nieprzespane noce z bólu mięśni.
Popatrzyłem na niego z
determinację w oczach. Robię to dla siebie, dla matki. I dla
zemsty, żeby ojciec pożałował, jeśli jeszcze żył, że mnie
opuścił.
Byłem w stanie. I Cho
Joong-hoon zobaczył to w moich oczach.
Miałem wtedy szesnaście lat.
Miałem wtedy szesnaście lat.
~*~*~*~
Nazywam się Ahn Jar Hyo i mam 23 lata. Należę do zespołu BLOCK B. Moje marzenie się spełniło.
Ha, oczywiście, że jako bohater gejpopowego bloga nie miał dziewczyny. ;)
OdpowiedzUsuńA tak na poważnie: bardzo udany tekst. Aż prosi się o ciąg dalszy.