sobota, 12 lipca 2014

[Two shot] Potrzeba miłości

Tytuł: Potrzeba miłości
Typ: two-shot
Gatunek: smut, angust
Paringi: Xiuhun [Xiumin&Sehun]
Ostrzeżenia: przemoc, przekleństwa
Długość: półtora strony w OpenOffice [Times New Roman, 12]
Notka autorska: taki sobie wyszedł mi ten two-shot.. w sumie nie wiem jak go skończyć. Będę czekała na wenę. (:   Proszę o komentowanie! ♥ Aha i zwiększyłam trochę czcionkę. Lepsza?


Przyciskałem prawą ręką bandaż do lewego nadgarstka, próbując owinąć go sobie wokół dłoni. Na moim jakże już poranionym ciele, pojawi się kolejna blizna. Skrzywiłem usta w bólu kiedy przycisnałem opatrunek do rany. Tuż pod nadgarstkiem po wewnętrznej stronie reki, bandaż zaczerwienił się od krwi. Mocna zawiązałem materiał i nacisnąłem lekko na ranę. Bolało. Cholernie bolało. Tak jak moje serce w tej chwili. O ironio rana, którą miałem pod nadgarstkiem przypominała do złudzenia literę „X” a z powodu chłopaka, którego imię zaczynało się na tą samą spółgłoskę, cierpiało moje serce. Czemu on mnie tak traktuje? Poczułem gorącą łzę na prawym policzku. Automatycznie starłem ją lewą ręką, powstrzymując się od krzyknięcia z bólu. Będę miał problem. Od dwóch tygodni nasz menadżer ciągle mówi nam byśmy byli ostrożni, bo niedługo mamy bardzo ważny występ a tu teraz taka wtopa. Pocieszam się, że dzięki ćwiczeniom mam lepszy reflek dzięki czemu mam zraniony nadgarstek a nie rozpruty policzek. O ile nadgarstek można łatwo ukryć z twarzą byłby większy kłopot. I czemu on to robi? Dobrze wie, że niedługo mamy występować dla całego świata. W każdym kraju na całym świecie będzie emitowany program z nami – EXO – w roli głównej. Gdyby stało się coś poważniejszego, byłby nie lada klopot. Czekaliśmy rok na możliwość wystąpienia w „NeplKes World” a on jednym ruchem zniszczyłby te wszystkie przygotowania. Czemu on taki jest? Czasem nie wytrzymuję i wyrzucam mu te wszystkie krzywdy, przez które moje serce krwawiło ale potem zawsze sprawia, że tego żałuję. Gdybym tylko go nie kochał... wszystko mogłoby się inaczej potoczyć.

–Kurwa, Sehun! Co to miało być? – Xiumin patrzył na mnie z góry, wykazując palcem na miskę pełną zupy. Nie byłem pewien o co mu chodzi, wszystkie starannie przygotowałem, warzywa nie były ani rozgotowane ani niedogotowane, wołowina taka jaką lubił, dodatkowo ozdobna bazylia na brzegu miski i świeży chleb z sezamem. Może nie lubi sezamu..? Nie zapytałem go o to. Ze strachu skuliłem się jeszcze bardziej, oczekując ciosu w głowę ale nic takiego się nie działo. Siedziałem nieruchomo przez chwilę nasłuchując. Czemu hyung nic nie robił? Czyżby czekał na moją odpowiedź? Nigdy go ona nie obchodziła więc czemu... niepewnie spojrzałem do góry na twarz Xiumina lecz w momencie kiedy podniosłem głowę, wylał na mnie całą zupę po czym położył na czubku głowy miskę niby czapkę i wyszedł trzaskając drzwiami. Dopiero kiedy parę kropel zupy wpadło mi do ust, zorientowałem się, że ją przesoliłem. Cholera, czemu akurat dzisiaj. Zawsze jedzenie wychodziło mi nienagannie a czemu dzisiaj... akurat teraz kiedy chciałem go spytać, poprosić... jak widać los nie był mi przychylny. Zdjąłem miskę z głowy i zabrałem się za sprzątanie wylanej zupy.
 Kiedy wzorowałem podłogę na błysk poszedłem się umyć i przebrać ubranie. Ciepła woa spływająca po włosach, plecach, pośladkach i łydkach przyjemnie drażniła moje ciało. W ciągu kilku chwil spędzonych pod prysznicem czułem się tak cudownie odświeżony, że nawet pomyślałem radośnie o Xiuminie i naszym początku. Wtedy było tak cudownie.. czemu wszystko tak drastycznie się zmieniło? Pogrążyłem się w marzeniach, kiedy poczułem ból w lewej ręcę pod nadgarstkiem. Nawet nie zauważyłem powiększającej się czerwonej plamy, która teraz zajmowała połowę bandaża. Wystraszyłem się i szybko odwinąłem bandaż. Rana obficie krwawiła. Z przerażeniem wybiegłem z łazienki nie dbając, że jestem cały mokry, i skierowałem się do kuchni w której była apteczka. Ze strachu wszystko mi wypadało z rąk ale jakoś udało mi się zacisnąć na ramieniu opaskę uciskową dzięki czemu rana mniej krwawiła. Zabandażowałem ją na nowo modląc się w duchu by wszystko było już w porządku i z ulgą odwróciłem się by wrócić do łazienki, kiedy zobaczyłem krwawe plamki na podłodze. Błyskawicznie skoczyłem po mopa i szlafrok i zabrałem się znowu za mycie podłogi, ale uważając na ranną rękę. Udało mi się w ostatniej chwili. Schowałem mopa i przebrałem się w łazience w czyste ciuchy kiedy Xiumin wszedł do salony i rozsiadł się na kanapie sięgając po książkę. Nieśmiało podszedłem do niego, a kiedy na mnie spojrzał uśmiechnąłem się lekko.
– Hyung – zacząłem nieśmiało patrzą pod siebie.
– Czego chcesz? – zapytał wracając do czytania książki. 
– Myślałem... chcia...może byśmy tak.. wyszli razem na bubble tea? – spytałem przechodząc do szeptu. Chłopak odłożył książkę i popatrzył na mnie.
– Co tam mamroczesz? – Spojrzał na mnie ostro.
– Czy możemy pójść na bubble tea – powiedziałem cicho. Xiumin nawet na mnie nie spojrzał.
– Nie mam dziś ochoty. Innym razem.
Jego odpowiedź była zawsze taka sama.


Po dzisiejszym treningu nie miałem na nic siły, więc zamiast wracać do dormu gdzie spotkałbym Xiumina, postanowiłem odwiedzić mamę, której dawno nie widziałem. Ledwo żywy wystukałem smsa do menadżera, że jadę do Yangcheon-gu*. Nałożyłem słuchawki na uszy i pogrążyłam się w krainie marzeń gdzie Xiumin hyung był taki jak kiedyś –  uśmiechnięty, radosny i wesoły.

Obudziłem się dokładnie 5 minut przed przyjazdem na miejsce. Zerknąłem z przyzwyczajenia na telefon. Dwanaście nieodebranych połączeń i osiem wiadomości – wszystko od jednej osoby tak ważnej i znienawidzonej przeze mnie. Wysiadłem z autobusu z zamiarem kupienia sobie ciasta rybnego, ponieważ zacząłem odczuwać nieprzyjemną pustkę w żołądku. Lubiłem tą dzielnice na uboczu miasta, ponieważ miałem tu spokój gdyż w tej części Seulu mieszkały głównie starsze osoby ze względu na czystsze powietrze i mniejszy ruch na ulicach. Już z  daleka widziałem kawowy domek z różanym ogródkiem po którym krzątała się jakaś kobieta. Jej jeszcze niedawno czekoladowe włosy posiwiały, a nienaganna cera pomarszczyła się jednak dla mnie była najpiękniejszą kobietą na świecie. Była moją mamą. Zacząłem biegnąć by jak najszybciej znaleźć się w jej ramionach i usłyszeć jej zmęczony głos, który towarzyszył mi przez całe moje życie. 

Była chora. Miała raka skóry. Leżała w sali operacyjnej a ja nic nie mogłem zrobić. Walnąłem ścianę jakoby ona była winna zaistniałej sytuacji. Lekarze powiedzieli, że jest za stara a rak za bardzo się rozwinął. Są małe szanse na jego wyleczenie. Zostało jej dwa miesiące, może trzy. Oparłem się o ścianę a po policzkach leciały słone łzy. Tak bardzo brakuje mi w tej chwili hyunga, który przytuliłby mnie i pocieszył. Powiedział, że to nie moja wina, że nic nie mógłbym na to poradzić. Jednak jestem sam w szpitalu w którym leży moja mama, i nie zanosi się na inny scenariusz.

1 komentarz:

  1. Powiem, że paringiem mnie zaskoczyłaś. Nigdy nie miałam przyjemności spotkać się Xiuhun'em i nawet nie pomyślałam, żeby ich razem sparingować.
    A co do opowiadania. Ciekawe. Bardzo mnie zaciekawiło. Ogólnie wole Xiumina jak jest opiekuńczy, ale ogólnie w tej wersji też mi się podobał o.O Ale jednak kochany Xium to jest to xD Jak czytałam to opowiadanie, bardzo było mi żal Sehuna. Ma problemy z partnerem to jeszcze choroba matki ;-; Ale mam nadzieje, że w następnej części wszystko się ułoży ^_^ xD
    Życzę weny~

    OdpowiedzUsuń