wtorek, 24 czerwca 2014

[One Shot] Odrzucając rozum...

Tytuł: Odrzucajac rozum...
Typ: One Shot
Gatunek: smutna,
Paringi: Taoris
Ostrzeżenia: patrz gatunek.
Długość: dwie strony w OpenOffice [Times New Roman, 12]
Notka autorska: Ostrzegam, że to moja pierwsza praca. Nie krytykuje za mocno. :p Zapraszam do komentowania.


Zastanawialiście się kiedyś nas miłością? Czemu ona istnieje? Do czego ma służyć? Jak się przed nią obronić? Chciałbym znać odpowiedź, zwłaszcza na to ostatnie pytanie. Nie rozumiem istosty miłości. A może to tylko ja jestem w tak beznadziejnym przypadku? Może to tylko mnie tak bardzo serce boli na jego widok, jak się do mnie uśmiecha, jak traktuje mnie jak przyjaciela. Tak bardzo chciałbym być dla niego ważny. W ten sposób, nie jako przyjaciel. Jednak nie mogę mu tego powiedzieć. Nie zrozumie, zranię go i na dodatek odwrócimy się od siebie. Tak jak jest teraz, jest dobrze. Dla niego. Wytrzymam to cierpienie dla niego. Zadowalam się jego towarzystwem, jego wesołym spojrzeniem gdy kieruje na mnie swoje piękne oczy. Jego ręką targającą moje czarne, gęste włosy. I tymi wieczorami, kiedy idę spać do niego usprawiedliwiając się koszmarem którego wcale nie miałem. Często wtedy śpi odwrócony plecami do mnie a ja czepiam się jego jak koala drzewa i tak zasypiamy. Jeszcze nigdy mnie nie wyrzucił. Nawet jak miał zły dzień, zawsze miał dla mnie uśmiech.
 Dzisiejszej nocy nie mogę zasnąć. Boję się, że w końcu nie wytrzymam tego i powiem mu o swoim uczuciu, chociaż dobrze wiem co się wtedy stanie. Zaciśnie swoje cudowne usta w cienką linię, odwróci wzrok i nic nie powie. Ja będę stał przed nim ze spuszczoną głową, roniąc łzę kiedy usłyszę trzaśnięcie drzwiami i już nigdy nie zobaczę tego uśmiechu skierowanego do mnie. Stracę go na zawsze. Moje serce pęknie a ja zatracę się w cierpieniu. Zrezygnowany kładę się na łóżku i wpatruję w sufit. Zastanawiam się czy może pójść do hyunga jednak rezygnuję. Byłem u niego wczoraj w nocy a nie chcę żeby zaczął coś podejrzewać. Zamykam oczy i wyobrażam sobie Krisa razem ze mną, jak się przytulamy, szepczemy, całujemy. Z takim marzeniem zasypiam.
 Kolejny dzień, dzień pełen cierpień bo razem z Krisem i Luhanem mamy pojechać na zdjęcia do „Great Celebrity” na obrzeżach Seulu. Wstaję bez entuzjazmu, zdejmuję koszulę, którą rzucam na łóżko i idę do łazienki. W tym momencie wpada do mojego pokoju Luhan.
– Tao...  – zaczyna ale urywa w pół zdania patrząc na mnie. Odwraca wzrok i.. czyżbym się jeszcze nie rozbudził? Jestem pewny, że widziałem rumieńce na twarzy Luhana który wycofał się już z pokoju. Ciągle senny udaję się do łazienki by wyszykować się na sesję.

 – Dobrze! Kris odwróć głowę lekko w prawo.. tak jest! Tao, oprzyj się o ramię Luhana.. taak.. Idealnie! A teraz Kris obejmij Tao, dobrze a ty Luhan kucnij z boczku patrząc w lewo. Tak! Mamy to! Dziesięć minut przerwy! – zawołał fotograf a ja odetchnąłem z ulgą. Z ciężkim sercem wyplątałem się z uścisku Krisa i wyszedłem na zewnątrz odetchnąć świeżym powietrzem. Po chwili fotograf dołączył do mnie z Krisem.
 – To było bardzo dobre – pochwalił nas z uśmiechem. Ukłoniłem się dziękując. – Ale teraz będzie motyw kłótni, więc Tao, ty będziesz patrzył na Krisa ze smutkiem i skruchą a ty Kris, odwrócisz wzrok i będziesz spoglądał w dal z bólem ale i złością. Dobra chłopaki? – mrugnął do nas.
 – Tak – mruknąłem patrząc kątem oka na Krisa. Chciałem żeby w końcu fotograf sobie poszedł. Tylko przeszkadzał. W nocy w końcu podjąłem decyzję, której będę żałował do końca moich dni ale nie jestem już w stanie tego ukrywać.  Kiedy w końcu fotograf się oddalił, podszedłem do Krisa i dotknąłem jego ramienia. Spojrzał na mnie pytająco ale radośnie. Wiedziałem, że sesja pozytywnie na niego wpłynęła bo lubił być w centrum uwagi.
 – Co jest Tauś? –  poczochrał mi włosy drugą ręką. Popatrzyłem na niego i zadałem sobie pytanie czy chcę to wszystko zburzyć, raniąc go i siebie.
– Hyung – zacząłem ale w tej chwili zawołali nas na poprawę makijażu. Zrezygnowany puściłem ramię Krisa i ruszyłem usiąść na fotel.
 Kiedy make-up był gotowy zostało nam jeszcze parę minut, więc kiedy zobaczyłem hyunga idącego do toalety ruszyłem za nim. Kiedy wszedłem do toalety Kris już mył ręce. Kiedy mnie zobaczył uśmiechnął się a ja poczułem ukłucie w okolicy serca.
- Co jest Pando? - zaśmiał się – chciałeś mi coś powiedzieć prawda? - Chciał znowu poczochrać mnie po głowie ale złapałem jego rękę i popatrzyłem mu w oczy. Piękne oczy, w których zobaczyłam swoje odbicie.
- Hyung... muszę ci coś powiedzieć – zacząłem cicho, a mój ton był depresyjny przez co Kris popatrzył na mnie ze zmartwieniem.
- Coś się stało, Tao? Dobrze się czujesz? - położył rękę na moim ramieniu. Strąciłem ją.
- Tak, stało się i nie, czuję się okropnie – spojrzałem ukochanemu w oczy i zobaczyłem w nich zmartwienie i strach... strach o mnie.
- Nie mogę tego dłużej ukrywać hyung. Muszę ci to powiedzieć – kiedy to mówiłem, czułem jak w sercu coś mi pęka. Kris patrzył na mnie wyczekująco. Nie miał pojęcia co zaraz usłyszą jego uszy. Nie wiedział jak bardzo cierpiałem. Nie wiedział, że go kochałem.
- Ko.. - zaciąłem się. Chciałem mu to wykrzyczeć w twarz, chciałem by mnie przytulił i powiedział, że wszystko w porządku, że on tu jest. Chciałem pocałować te jego cudowne usta, wpleść palce w bujne blond włosy, wyszeptać mu, że go kocham. Ale nie mogłem tego zrobić. Nigdy go nie pocałuję. Spojrzałem znów w jego oczy i zebrałem się na odwagę.
- Jesteś dla mnie ważny hyung. Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu, bez ciebie czuję się jakbym umierał, chciałbym przytulać cię do końca mojego życia, wdychać zapach twojego ciała, trzymać cię za rękę przez resztę naszego życia. Kocham cię Kris.
Cofnął się o dwa kroki, patrząc na mnie z wyrazem niedowierzania. Szybko podszedłem do niego i musnąłem jego wargi moimi. Gwałtownie skoczyło mi ciśnienie lecz Kris odepchnął mnie i popatrzył na mnie z przerażeniem.
- Kris.. - zacząłem lecz w tym momencie do toalety wparował Luhan. Popatrzył na nas zdziwiony i zatrzymał wzrok na mnie.
- Chodźcie już, wołają nas – Luhan uśmiechnął do nas ale nikt nie odpowiedział mu. Kris szybko wyminął go i wyszedł z łazienki. Patrzyłam na zamykające się drzwi i upadłem na kolana powstrzymując płacz z całych sił. Wystraszony Luhan podbiegł do mnie i złapał mnie za ramię.
- Tao? D-dobrze się czujesz?
- T-tak – odpowiedziałem i spróbowałem się uśmiechnąć ale tylko się skrzywiłem. Szybko otarłem lekko wilgotne oczy, poprawiłem włosy i odetchnąwszy głęboko wyszedłem z toalety.

Sesja zdjęciowa wyszła idealnie. Ja z rozpaczą patrzący na Krisa i on sam z odwróconym wzrokiem patrzący w dal. Fotograf był wniebowzięty. Zdjęcia trwały bardzo krótko, gdyż jak sam stwierdził „pozowaliśmy tak naturalnie i pięknie, że nie było nic do poprawy”. Kris nie odzywał się do mnie do końca dnia. Pojechał pierwszy do dormu taksówką, informując tylko menadżera. Patrzyłam za samochodem dopóki nie zniknął mi z oczy. Dopiero wtedy odważyłem się zapłakać.

2 komentarze:

  1. Świetny pomysł na opowiadanie. Bardzo przyjemnie się czyta.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chociaż, że nie lubię tego gatunku to opowiadanie bardzo mi się podobało.
    Przyjemnie się czytało i nie miałam się do czego przyczepić. Taoris to mój ulubiony paring i zawsze wolałabym, żeby końcówki były radosne, ale dzięki temu że było to tak świetnie napisane to nawet nie narzekałam, że mój biasik został zraniony. Jeżeli to Twoja pierwsza praca to uważam, że masz talent i będę tu wpadała częściej. ^^

    OdpowiedzUsuń