niedziela, 12 października 2014

[One Shot] Why you don't like me?

Tytuł: Why you don't like me? 
Typ: two/three-shot 
Gatunek: AU, fluff, 
Paringi: Keo 
Ostrzeżenia: brak 
Długość: ponad dwie strony w OpenOffice [Times New Roman, 12] 
Notka autorska: Co do shota.. nie wiem czy będą dwie czy trzy czy więcej części. Na pewno im więcej komentarzy tym większa wena i chęć do rozwinięcia shota! (:


[04.05.2011]
Niedługo nasz debiut. Jestem taki podekscytowany! Uważam, że nasza piosenka jest naprawdę dobra, jak na nasze początki. Chłopaki spisali się znakomicie. Bardzo podoba mi się mój nowy wygląd, tak bardzo do mnie pasuje. Czuję się znakomiecie. A Leo! Zrobili z niego takiego bad boy'a, że nie mogę wytrzymać. To tak bardzo nie w jego stylu. Za kadym razem gdy na niego patrzę to chce mi się śmiać. Strzał poza tarczę. Fryzurka Hongbina jest zabawna, choć nie powiem, że wygląda w niej źle, Ravi, co tu dużo mówić, w czymkolwiek wystąpi będzie niesamowity. Przekonałem się już o tym parę lat temu w czasach trainee.Co do N i Hyuka, to też mi się podobają. Ach te emocje! Jak nie mogę doczekać się debiutu! Pomimo tego, że jesteśmy rywalami to jesteśmy przede wszystkim przyjaciółmi! Naprawdę miałem duże szczęście, że trafiłem na tych wspaniałych członków. Ciężko w tym biznesie mieć prawdziwych przyjaciół. Jesteśmy... jak... jak rodzina. Prawdziwa rodzina...

~*~*~

Biegnę razem ze starszą siostrą brzegiem morza, bawimy się w berka. Mam siedem lat a TaeYoon  dwanaście. Doganiam ją, sięgam ręką chcąc ją lekko popchnąć. Tae ucieka bardziej w morze, śmiejąc się i odwraca się do mnie. Wie, że się boję pójść głębiej. Śmieje się. Robię krok, drugi i nagle tracę grunt pod stopami. Pustka. Trafiłem na dziurę i spadam w głąb morza, macham rękoma lecz Tae mnie nie widzi. Wciąż śmieje się mając zamknięte oczy, kiedy ja tonę. Staram się ją zawołać lecz do ust ciśnie mi się woda. Nie widzę już nieba, wokół mnie jest tylko ciemność, zaczynam się dusić...
Gwałtownie obudziłem się, leżąc w swoim łóżku, w dormie. Nie byłem nad morzem. Byłem w pokoju z dala od morza i rodziny. Odetchnąłem i znów położyłem się na łóżku. Byłem cały spocony i okropnie bolała mnie głowa. Zerknałem na zegarek i zamknąłem oczy. Miałem jeszcze około godziny więc chciałbym to przespać jednak wiedziałem, że jeśli położę się i zasnę to znów koszmar wróci. Wstałem więc i poszedłem wziąć zimny prysznic. Uczucie wody spływającej po moich włosach, twarzy, torsie i nogach rozluźniała mnie. To było jak intymny dotyk kochanki rozmasywujący moje obolałe ciało. Bolące mięśnie przypomniały mi o wczorajszym treningu z Kenem i Ravim. Chcieli za wszelką cenę doprowadzić nasz kawałek do perfekcji, a dokładniej to Ravi się uparł, że to musi wyjść doskonale. W tym przypadku Ken był tak samo poszkodowany jak ja. 
Kiedy już wyszedłem z łazienki zostało mi dokładnie dwanaście minut więc poszedłem zjeść jakieś śniadanie zanim menager  wparuje do dormu i postawi chłopaków na głowie. Nie spodziewałem się nikogo w kuchni, więc byłem dość zaskoczony kiedy zobaczyłem Kena stojącego przed kubkiem herbaty w ciszy. Nie usłyszał mnie jak zszedłem z góry a ja nie miałem zamiaru go informować o mojej obecności. Sięgnąłem po mój kubek który dostałem od nieżyjącej już matki i nasypałem do niego łyżkeczkę herbaty. Dopiero kiedy stuknałem łyżką o naczynie, Ken ocknął się i spojrzał na mnie.
- O, cześć hyung – mruknął. Nie odpowiedziałem, bo po co? Zalałem herbatę i usiadłem do stołu. Po chwili Ken dosiadł się do mnie.
- Pamiętasz, że mamy dziś sesję zdjęciową na basenie Daehwangyeon?
- O.
Nie miałem ochoty na rozmowę, zwłaszcza dzisiaj. Jednak Ken uparcie nawiązywał ze mną rozmowę, aż do przyjścia menagera i reszty chłopaków. Widocznie nie zrozumiał, że nie chciałem z nim rozmawiać. Głupek.


Starałem się choć trochę rezerwać Leo. Zawsze jest taki ponury, jakby był smutny a dzisiaj jego aura nawet zgasiła świeczkę na stole. Tak bardzo chciałem by chociaż w moim towarzystwie się uśmiechał, był radosny. Tak bardzo się starałem, a on wszystko zbywał potaknięciem, lub po prostu ignorowaniem tego co do niego mówię. Pomimo tego, że sam czułem się niekomfortowo w jego towarzystwie starałem się nawiązać z nim rozmowę a on mógłby chociaż zapytać jak mi się spało a nie, siedzieć i traktować mnie jak powietrze. Głupek? Sam jest głupkiem! Aghr, jak ten palant mnie wkurza!


Widocznie Ken nie rozumie tego, że jak ktoś nie ma ochoty na rozmowę, to nie ma i kropka. Czy to takie trudne? Hah, zgasiłem świeczkę bo nie lubię jej zapachu i nie jakimiś czaramy tylko zwyczajnie dmuchnąłem. Dmuchnąłem. To wszystko. Ignorowałem go? Pff, co innego może człowiek robić jak ktoś trajkocze mu nad uchem z samego rana? Naprawdę, tak ciężko zrozumieć to, że chcę trochę CISZY?

~*~*~

Sesja zaczęła się około godziny dziewiątej. Pierwsze zdjęcia były w pełnym ubraniu, jak siedzimy nad basenem mocząc nogi do połowy łydek w wodzie. Wszyscy byliśmy ubrani na biało.Woda była lekko chłodna, muskała moje ciepłe łydki i łaskotała mnie. Miałem nadzieję, że nie będziemy musieli zanurzać się w głębokim basenie. Wciąż pamiętałem sen i śmiejącą się siostrę. Wzdrygnąłem się.
- Hyung, nie jest ci zimno? - zapytał Hongbin.
- Nie.
Chciałem jak najszybciej skończyć tą sesję. Po zdjęciach, miałem mieć wywiad dla gazety "Kpop Crym!ns", a następnie trening do kolejnego comebacku. Spojrzałem w prawo, na części garderoby którą mieliśmy ubrać do zdjęć. Westchnąłem. To będzie długa sesja.

~*~*~

Patrzyłem na niego ze złością ale i tęsknotą. Tak ciężko było do niego zagadać, czemu jeszcze to utrudnia? Czemu gra takiego chłodnego i oschłego? Dopiero niedawno uświadomiłem sobie, że jestem... homoseksualny. Nienawidziłem się za to. Wszystko się zaczeło od reklamy wakacyjnej serii soczków . Ja i Yoon'a z SNSD mieliśmy grać parę, która jest na wakacjach gdzie nagle moja "dziewczyna" miała zasłabnąć. Na co ja biegnę kupić super orzeźwiający soczek firmy "Poshunny!" by dać jej do picia po czym ona czuje się lepiej i mały całus. Reklama w końcu wysza, jednak musiałem się zmusić do buziaka z Yoon'ą i uśmiechnięcia się do kamery.  Czułem sie jakbym całował faceta. No znaczy, jakbym był hetero i pocałowałbym faceta to byłoby to właśnie takie uczucie. Wtedy zauważyłem, że nie pociągają mnie dziewczyny. Pewnie też dlatego nawet się nie zawahałem zerwać z moją Gwyon, kiedy byliśmy parą jeszcze przez zespołem. Ta wiadomość wstrząsnęła mną. Do tej pory czujędo siebie obrzydzenie, jednak ciężko mi oprzeć się widokowi mokrego torsu Leo. Leo był ubrany w szary bezrękawnik, dzięki czemu mogłem podziwiać jego muskuły które nie były zakryte materiałem. Jakoże to była sesja na basenie, to kazano nam zanurzyć się po czubki głów i wynurzyć ponownie. Kiedy stanałem na głębokości trzydziestu centymetrów i spojrzałem na Leo, to aż zakręciło mi się w głowie. Jego koszulka przyklejona do jego ciała, seksownie zakrywała cały tułów chłopaka. Mokre spodnie podkreślały jego długie i chude, jednak umięśnione nogi. Kolana się pode mną zatrzęsły kiedy tak patrzyłem na niego i nie mogłem oderwać wzroku. Wtedy pojawił się żar. Chciałem go mieć, wiedzieć, że jest mój i że nikt prócz mnie nie ma prawa go dotykać.

~*~*~

Po zakończonej sesji, złapałem go pod prysznicem kiedy opłukiwał się z cholru. Reszta chłopaków nie myła się bo szła już na trening i nie przyszkadzało im to, że są po wodze z chlorem, jednak mu robiło to różnicę. Muszę przynać, że nawet mył się z gracją i stylem. Woda kapała z jego grzywki cz czole, nosa, brody. Po raz pierwszy popatrzyłem na niego w ten sposób, w jaki inni faceci patrzą na dziewczyny. Tak bardzo pregnąłem dotknąc jedo twarzy, pocałować jego szyję, nadgryć, zaznaczyć, że należy do mnie. Opanowałem się jednak i jak nigdy nic wszedłem pod prysznic koło niego. Popatrzył na mnie, jednak jego twarz nie wyraziła Żadnych uczuć. Zapłonął we mnie gniew, jednak szybko go zgasiłem odkręcając na siebie lodowatą wodę.
- Leo – powiedziałem. Zero odpowiedzi,
- Mogę wziąć od ciebie trochę szamponu? Nie wziąłem swojego – również nie odpowiedział, tylko kiwnał głową przyzwalając mi wziąć pojemniczek z płynem. Podszedłem do jego prysznica by wziąć szampoN i wracając do swojego stanowiska odwróciłem się zbyt gwałtownie i poślizgnałem się na mokrej podłodze. Już miałem walnąć głową o twardą ziemię, kiedy poczułem silne dłonie, które złapały mnie w pasie. 

sobota, 4 października 2014

[One Shot] Mieć marzenie to nie wszystko.

Tytuł: Mieć marzenie to nie wszystko.
Typ: one-shot
Gatunek: przemyślenia?
Paringi: brak
Ostrzeżenia: brak
Długość: ponad jedna strona w OpenOffice [Times New Roman, 12]
Notka autorska: Wróciłam. Cieszy się ktoś? Na początek kiepskiej jakości tekst. c: Jedynie proszę was o komentowanie, obojętnie czy pozytywne czy negatywne. Proszę o komentowanie.

Marzenie... co to jest? Potrafisz t ozdefiniować? Prawie każdy człowiek ma jakieś marzenie. Jeden marzy o bogactwie, drugi o kobietach, inny o podróży w kosmos, jeszcze inny o różczce Harry'ego Pottera. Ja od dzieciństwa marzyłem o tym, by zostać koreańskim idolem. "Ha! Każdy chciałby być supergwiazdą!" powiecie, lecz ja, w przeciwieństwie do osób siedzących w domu na kanapie i oglądających teledyski B2ST albo Super Junior, ja starałem się spełnić to marzenie. Ciężko pracowałem, by opłacić lekcje śpiewu, gry na instrumentach i tańca. Harowałem dzień i noc, rano przed szkołą rozwoziłem mleko, po szkole pracowałem w sklepie spożywczym, po czym pędziłem na łeb na szyję by zdążyć na swoją zmianę w pralni. Los nie był mi przychylny. Wielokrotnie spóźniałem się do pracy przez autobus, którego kierowca wcale się nie przejmował, że niektórzy pasażerowie się spieszą na spotkanie czy pracę. Zwróciłem mu raz grzecznie uwagę, lecz moje słowa tylko go rozzłościły i odpowiadając mi, wcale niekulturalnie, tylko opluł moją dostawę świeżego prania, przez co koszula z wierzchu miała mnóstwo plamek o niezidetyfikowanym kolorze i zapachu. Do tej pory nie wiem i nie chcę wiedzieć co ten kierowca jadał.

Zapytacie "Czemu rodzice ci nie pomogli?". Matki nie było na to stać, pracowała ciężko jako pokojówka w domu bogatej rodziny, a zapłata... no cóz, nie była za duża w stusunku do tego jak była tam traktowana. Ojciec mój nie żył. A przynajmniej dla mnie. Zostawił matkę jakieś 17 lat temu czyli jak miałem sześć lat. Czasem, w przypływach słabości tęskniłem za nim, jednak głównie byłem na niego wściekły i nienawidziłem go. Tak było do dwudziestki, po której zacząłem mieć to gdzieś. Zapomniałem, że miałem ojca.
Trenowałem i ćwiczyłem około czterech lat, po czym zdecydowałem, że jestem gotowy by pójść na przesłuchanei do wytwórni muzycznej. Wtedy pojawiło się pytanie: do jakiej? Pierwsza myśl to była jedna z najbardziej znanych jak SMTOWN czy YG. Jednak chciałem najpierw wziąć udział w paru mniejszych konkursach wokalno-tanecznych i się zaczęło. Pierwszy konkurs poszedł mi fatalnie. Był to konkurs otwarty, czyli że każdy kto chciał zobaczyć startujących, mógł przyjść. Oczywiście był limit osób, nie mogło przyjść więcej niż 270 widzów jednak ta liczba wydawał się dla mnie wtedy ogromna. Kiedy stanąłem na scenie i wszystkie światła były skierowane na moją twarz, poczułem się osaczony bez jakiejkolwiek drogi ucieczki. Muzyka zaczęła lecieć lecz ja nie byłem w stanie wydobyć z siebie słowa. Chwila ta ciągnęła się niemiłosiernie. Na scenie byłem zaledwie sześć minuty, bo sędziowie stracili wiarę, że coś zaśpiewam i odesłali mnie, jednak dla mnie to było sześć godzin. Drugi konkurs poszedł mi dość dobrze, bo nie miałem widowni i byłem w stanie się skoncentrować i zaśpiewać. Nie wygrałem ale zająłem wysokie szóste miejsce. Dopiero kiedy już przyzwyczaiłem się do widowni i mogłem śpiewać bez względu na to, ile osób mnie obserwuje, postanowiłem znów wziąć udział w konkursie publicznym. Tym razem wiedziałem co mnie czeka i byłem na to przygotowany. Zaśpiewałem moja najlepszą piosenkę, najlepiej jak mogłem i mój trud został wynagrodzony – zdobyłem drugie miejsce przegrywając tylko sześcioma głosami.
Na tym konkursie wypatrzył mnie Cho Joong Hoon, znany jako Cho PD. Powiedział mi, że zrobi ze mnie gwiazdę koreańskiego popu, lecz również mnie ostrzegł, że będę musiał się wyrzec wszystkiego co do tej pory robiłem lub znałem. Zerwać z dziewczyną jeśli ją mam (na szczęście nie miałem), rozstać się z matką, zamieszkać w innym miejscu z grupką innych chłopaków, bez innych znajomych. Czysta karta. Jeśli dołączę do tego świata, to muszę zacząć z nową kartką. Czystą. Bez niczego. "Czy jesteś w stanie to zrobić? Jesteś w stanie pozbyć się wszystkiego co znane dla spełnienia swojego marzenia?" zapytał. Popatrzyłem mu w oczy. W głowie przelatywały wszystkie wspomnienia z mojego jakże krótkiego życia. Pierwsza zabawka, pierwszy dzień w szkole. Pierwsza książa, pierwszy przyjaciel, pierwszy egzamin. Pierwsza godzina pracy. Pierwsze poszturchiwania. Pierwsze zajęcia. Pierwszy konkurs. I pierwsza szansa na spełnienie marzenia. Godziny trenowania. Nieprzespane noce z bólu mięśni.
Popatrzyłem na niego z determinację w oczach. Robię to dla siebie, dla matki. I dla zemsty, żeby ojciec pożałował, jeśli jeszcze żył, że mnie opuścił.
Byłem w stanie. I Cho Joong-hoon zobaczył to w moich oczach. 
Miałem wtedy szesnaście lat. 
~*~*~*~
Nazywam się Ahn Jar Hyo i mam 23 lata. Należę do zespołu BLOCK B. Moje marzenie się spełniło.

sobota, 12 lipca 2014

[Two shot] Potrzeba miłości

Tytuł: Potrzeba miłości
Typ: two-shot
Gatunek: smut, angust
Paringi: Xiuhun [Xiumin&Sehun]
Ostrzeżenia: przemoc, przekleństwa
Długość: półtora strony w OpenOffice [Times New Roman, 12]
Notka autorska: taki sobie wyszedł mi ten two-shot.. w sumie nie wiem jak go skończyć. Będę czekała na wenę. (:   Proszę o komentowanie! ♥ Aha i zwiększyłam trochę czcionkę. Lepsza?


Przyciskałem prawą ręką bandaż do lewego nadgarstka, próbując owinąć go sobie wokół dłoni. Na moim jakże już poranionym ciele, pojawi się kolejna blizna. Skrzywiłem usta w bólu kiedy przycisnałem opatrunek do rany. Tuż pod nadgarstkiem po wewnętrznej stronie reki, bandaż zaczerwienił się od krwi. Mocna zawiązałem materiał i nacisnąłem lekko na ranę. Bolało. Cholernie bolało. Tak jak moje serce w tej chwili. O ironio rana, którą miałem pod nadgarstkiem przypominała do złudzenia literę „X” a z powodu chłopaka, którego imię zaczynało się na tą samą spółgłoskę, cierpiało moje serce. Czemu on mnie tak traktuje? Poczułem gorącą łzę na prawym policzku. Automatycznie starłem ją lewą ręką, powstrzymując się od krzyknięcia z bólu. Będę miał problem. Od dwóch tygodni nasz menadżer ciągle mówi nam byśmy byli ostrożni, bo niedługo mamy bardzo ważny występ a tu teraz taka wtopa. Pocieszam się, że dzięki ćwiczeniom mam lepszy reflek dzięki czemu mam zraniony nadgarstek a nie rozpruty policzek. O ile nadgarstek można łatwo ukryć z twarzą byłby większy kłopot. I czemu on to robi? Dobrze wie, że niedługo mamy występować dla całego świata. W każdym kraju na całym świecie będzie emitowany program z nami – EXO – w roli głównej. Gdyby stało się coś poważniejszego, byłby nie lada klopot. Czekaliśmy rok na możliwość wystąpienia w „NeplKes World” a on jednym ruchem zniszczyłby te wszystkie przygotowania. Czemu on taki jest? Czasem nie wytrzymuję i wyrzucam mu te wszystkie krzywdy, przez które moje serce krwawiło ale potem zawsze sprawia, że tego żałuję. Gdybym tylko go nie kochał... wszystko mogłoby się inaczej potoczyć.

–Kurwa, Sehun! Co to miało być? – Xiumin patrzył na mnie z góry, wykazując palcem na miskę pełną zupy. Nie byłem pewien o co mu chodzi, wszystkie starannie przygotowałem, warzywa nie były ani rozgotowane ani niedogotowane, wołowina taka jaką lubił, dodatkowo ozdobna bazylia na brzegu miski i świeży chleb z sezamem. Może nie lubi sezamu..? Nie zapytałem go o to. Ze strachu skuliłem się jeszcze bardziej, oczekując ciosu w głowę ale nic takiego się nie działo. Siedziałem nieruchomo przez chwilę nasłuchując. Czemu hyung nic nie robił? Czyżby czekał na moją odpowiedź? Nigdy go ona nie obchodziła więc czemu... niepewnie spojrzałem do góry na twarz Xiumina lecz w momencie kiedy podniosłem głowę, wylał na mnie całą zupę po czym położył na czubku głowy miskę niby czapkę i wyszedł trzaskając drzwiami. Dopiero kiedy parę kropel zupy wpadło mi do ust, zorientowałem się, że ją przesoliłem. Cholera, czemu akurat dzisiaj. Zawsze jedzenie wychodziło mi nienagannie a czemu dzisiaj... akurat teraz kiedy chciałem go spytać, poprosić... jak widać los nie był mi przychylny. Zdjąłem miskę z głowy i zabrałem się za sprzątanie wylanej zupy.
 Kiedy wzorowałem podłogę na błysk poszedłem się umyć i przebrać ubranie. Ciepła woa spływająca po włosach, plecach, pośladkach i łydkach przyjemnie drażniła moje ciało. W ciągu kilku chwil spędzonych pod prysznicem czułem się tak cudownie odświeżony, że nawet pomyślałem radośnie o Xiuminie i naszym początku. Wtedy było tak cudownie.. czemu wszystko tak drastycznie się zmieniło? Pogrążyłem się w marzeniach, kiedy poczułem ból w lewej ręcę pod nadgarstkiem. Nawet nie zauważyłem powiększającej się czerwonej plamy, która teraz zajmowała połowę bandaża. Wystraszyłem się i szybko odwinąłem bandaż. Rana obficie krwawiła. Z przerażeniem wybiegłem z łazienki nie dbając, że jestem cały mokry, i skierowałem się do kuchni w której była apteczka. Ze strachu wszystko mi wypadało z rąk ale jakoś udało mi się zacisnąć na ramieniu opaskę uciskową dzięki czemu rana mniej krwawiła. Zabandażowałem ją na nowo modląc się w duchu by wszystko było już w porządku i z ulgą odwróciłem się by wrócić do łazienki, kiedy zobaczyłem krwawe plamki na podłodze. Błyskawicznie skoczyłem po mopa i szlafrok i zabrałem się znowu za mycie podłogi, ale uważając na ranną rękę. Udało mi się w ostatniej chwili. Schowałem mopa i przebrałem się w łazience w czyste ciuchy kiedy Xiumin wszedł do salony i rozsiadł się na kanapie sięgając po książkę. Nieśmiało podszedłem do niego, a kiedy na mnie spojrzał uśmiechnąłem się lekko.
– Hyung – zacząłem nieśmiało patrzą pod siebie.
– Czego chcesz? – zapytał wracając do czytania książki. 
– Myślałem... chcia...może byśmy tak.. wyszli razem na bubble tea? – spytałem przechodząc do szeptu. Chłopak odłożył książkę i popatrzył na mnie.
– Co tam mamroczesz? – Spojrzał na mnie ostro.
– Czy możemy pójść na bubble tea – powiedziałem cicho. Xiumin nawet na mnie nie spojrzał.
– Nie mam dziś ochoty. Innym razem.
Jego odpowiedź była zawsze taka sama.


Po dzisiejszym treningu nie miałem na nic siły, więc zamiast wracać do dormu gdzie spotkałbym Xiumina, postanowiłem odwiedzić mamę, której dawno nie widziałem. Ledwo żywy wystukałem smsa do menadżera, że jadę do Yangcheon-gu*. Nałożyłem słuchawki na uszy i pogrążyłam się w krainie marzeń gdzie Xiumin hyung był taki jak kiedyś –  uśmiechnięty, radosny i wesoły.

Obudziłem się dokładnie 5 minut przed przyjazdem na miejsce. Zerknąłem z przyzwyczajenia na telefon. Dwanaście nieodebranych połączeń i osiem wiadomości – wszystko od jednej osoby tak ważnej i znienawidzonej przeze mnie. Wysiadłem z autobusu z zamiarem kupienia sobie ciasta rybnego, ponieważ zacząłem odczuwać nieprzyjemną pustkę w żołądku. Lubiłem tą dzielnice na uboczu miasta, ponieważ miałem tu spokój gdyż w tej części Seulu mieszkały głównie starsze osoby ze względu na czystsze powietrze i mniejszy ruch na ulicach. Już z  daleka widziałem kawowy domek z różanym ogródkiem po którym krzątała się jakaś kobieta. Jej jeszcze niedawno czekoladowe włosy posiwiały, a nienaganna cera pomarszczyła się jednak dla mnie była najpiękniejszą kobietą na świecie. Była moją mamą. Zacząłem biegnąć by jak najszybciej znaleźć się w jej ramionach i usłyszeć jej zmęczony głos, który towarzyszył mi przez całe moje życie. 

Była chora. Miała raka skóry. Leżała w sali operacyjnej a ja nic nie mogłem zrobić. Walnąłem ścianę jakoby ona była winna zaistniałej sytuacji. Lekarze powiedzieli, że jest za stara a rak za bardzo się rozwinął. Są małe szanse na jego wyleczenie. Zostało jej dwa miesiące, może trzy. Oparłem się o ścianę a po policzkach leciały słone łzy. Tak bardzo brakuje mi w tej chwili hyunga, który przytuliłby mnie i pocieszył. Powiedział, że to nie moja wina, że nic nie mógłbym na to poradzić. Jednak jestem sam w szpitalu w którym leży moja mama, i nie zanosi się na inny scenariusz.

niedziela, 29 czerwca 2014

[One Shot] miniaturka: Kogut i kaczka

Tytuł: Kogut i kaczka
Typ: mini miniaturka
Gatunek: zabawna,
Paringi: Baekyeol [Baekhyun&Chanyeol]
Ostrzeżenia: brak
Długość: niecałe pół strony w OpenOffice [Times New Roman, 12]
Notka autorska: Tekst nie jest mojego autorstwa, ja tylko pozamieniałam imiona i dołożyłam od siebie zaledwie parę słów. Opowiastka z książki Ajahn'a Brahma.

Pewnego cudownego poobiedniego popołudnia, świeżo po ślubie Chanyeol i Baekhyun poszli sobie na spacer do lasu. Tak im było razem dobrze, aż tu nagle usłyszeli w oddali głos: „Kwa!”, „Kwa!”.
– Posłuchaj – powiedział Baekhyun – to musi być kogut.
– Nie, nie. To była kaczka – odpowiedział Baekhyunowi Chanyeol.
– Nie, jestem pewny, że to był kogut – starszy zatrzymał się.
– Niemożliwe kochany. Koguty robią „Kuku-rykuu!”, a kaczki „Kwa! Kwa!”. To kaczka, Hyunnie – powiedział, z irytacją w głosie.
– Kwa! Kwa! – powtórzyło się znowu.
– Widzisz! To kaczka – powiedział do małżonka.
– Nie Yeollie. To kogut. Jestem przekonany – Baekhyun uparcie stawiał przy swoim.
– Posłuchaj! To... jest... kaczka. KA-ACZKA-A, kaczka! Rozumiesz! – Chanyeol powoli tracił nad sobą panowanie.
– Ale to jest kogut – zaprotestował ponownie Baek.
– To jest cholerna kaczka, ty, ty...
I znowu pojawiło się „Kwa!”, „Kwa!”, zanim zdążył jeszcze powiedzieć coś, czego nie powinien.
 Baekhyun niemal się popłakał.
– Ale to jest kogut.
Chanyeol zobaczył w oczach małżonka łzy i, w końcu, przypomniał sobie, dlaczego go poślubił. Twarz mu złagodniała i delikatnie rzekł.
– Przepraszam, najmilszy. Myślę, że masz rację. To jest kogut.
– Dziękuję, kochanie – Baekhyun spojrzał na Yeola i uścisnął go za rękę.
– Kwa! Kwa! - dobiegło zza drzew, jak spacerowali razem pogrążeni w miłości.

wtorek, 24 czerwca 2014

[One Shot] Odrzucając rozum...

Tytuł: Odrzucajac rozum...
Typ: One Shot
Gatunek: smutna,
Paringi: Taoris
Ostrzeżenia: patrz gatunek.
Długość: dwie strony w OpenOffice [Times New Roman, 12]
Notka autorska: Ostrzegam, że to moja pierwsza praca. Nie krytykuje za mocno. :p Zapraszam do komentowania.


Zastanawialiście się kiedyś nas miłością? Czemu ona istnieje? Do czego ma służyć? Jak się przed nią obronić? Chciałbym znać odpowiedź, zwłaszcza na to ostatnie pytanie. Nie rozumiem istosty miłości. A może to tylko ja jestem w tak beznadziejnym przypadku? Może to tylko mnie tak bardzo serce boli na jego widok, jak się do mnie uśmiecha, jak traktuje mnie jak przyjaciela. Tak bardzo chciałbym być dla niego ważny. W ten sposób, nie jako przyjaciel. Jednak nie mogę mu tego powiedzieć. Nie zrozumie, zranię go i na dodatek odwrócimy się od siebie. Tak jak jest teraz, jest dobrze. Dla niego. Wytrzymam to cierpienie dla niego. Zadowalam się jego towarzystwem, jego wesołym spojrzeniem gdy kieruje na mnie swoje piękne oczy. Jego ręką targającą moje czarne, gęste włosy. I tymi wieczorami, kiedy idę spać do niego usprawiedliwiając się koszmarem którego wcale nie miałem. Często wtedy śpi odwrócony plecami do mnie a ja czepiam się jego jak koala drzewa i tak zasypiamy. Jeszcze nigdy mnie nie wyrzucił. Nawet jak miał zły dzień, zawsze miał dla mnie uśmiech.
 Dzisiejszej nocy nie mogę zasnąć. Boję się, że w końcu nie wytrzymam tego i powiem mu o swoim uczuciu, chociaż dobrze wiem co się wtedy stanie. Zaciśnie swoje cudowne usta w cienką linię, odwróci wzrok i nic nie powie. Ja będę stał przed nim ze spuszczoną głową, roniąc łzę kiedy usłyszę trzaśnięcie drzwiami i już nigdy nie zobaczę tego uśmiechu skierowanego do mnie. Stracę go na zawsze. Moje serce pęknie a ja zatracę się w cierpieniu. Zrezygnowany kładę się na łóżku i wpatruję w sufit. Zastanawiam się czy może pójść do hyunga jednak rezygnuję. Byłem u niego wczoraj w nocy a nie chcę żeby zaczął coś podejrzewać. Zamykam oczy i wyobrażam sobie Krisa razem ze mną, jak się przytulamy, szepczemy, całujemy. Z takim marzeniem zasypiam.
 Kolejny dzień, dzień pełen cierpień bo razem z Krisem i Luhanem mamy pojechać na zdjęcia do „Great Celebrity” na obrzeżach Seulu. Wstaję bez entuzjazmu, zdejmuję koszulę, którą rzucam na łóżko i idę do łazienki. W tym momencie wpada do mojego pokoju Luhan.
– Tao...  – zaczyna ale urywa w pół zdania patrząc na mnie. Odwraca wzrok i.. czyżbym się jeszcze nie rozbudził? Jestem pewny, że widziałem rumieńce na twarzy Luhana który wycofał się już z pokoju. Ciągle senny udaję się do łazienki by wyszykować się na sesję.

 – Dobrze! Kris odwróć głowę lekko w prawo.. tak jest! Tao, oprzyj się o ramię Luhana.. taak.. Idealnie! A teraz Kris obejmij Tao, dobrze a ty Luhan kucnij z boczku patrząc w lewo. Tak! Mamy to! Dziesięć minut przerwy! – zawołał fotograf a ja odetchnąłem z ulgą. Z ciężkim sercem wyplątałem się z uścisku Krisa i wyszedłem na zewnątrz odetchnąć świeżym powietrzem. Po chwili fotograf dołączył do mnie z Krisem.
 – To było bardzo dobre – pochwalił nas z uśmiechem. Ukłoniłem się dziękując. – Ale teraz będzie motyw kłótni, więc Tao, ty będziesz patrzył na Krisa ze smutkiem i skruchą a ty Kris, odwrócisz wzrok i będziesz spoglądał w dal z bólem ale i złością. Dobra chłopaki? – mrugnął do nas.
 – Tak – mruknąłem patrząc kątem oka na Krisa. Chciałem żeby w końcu fotograf sobie poszedł. Tylko przeszkadzał. W nocy w końcu podjąłem decyzję, której będę żałował do końca moich dni ale nie jestem już w stanie tego ukrywać.  Kiedy w końcu fotograf się oddalił, podszedłem do Krisa i dotknąłem jego ramienia. Spojrzał na mnie pytająco ale radośnie. Wiedziałem, że sesja pozytywnie na niego wpłynęła bo lubił być w centrum uwagi.
 – Co jest Tauś? –  poczochrał mi włosy drugą ręką. Popatrzyłem na niego i zadałem sobie pytanie czy chcę to wszystko zburzyć, raniąc go i siebie.
– Hyung – zacząłem ale w tej chwili zawołali nas na poprawę makijażu. Zrezygnowany puściłem ramię Krisa i ruszyłem usiąść na fotel.
 Kiedy make-up był gotowy zostało nam jeszcze parę minut, więc kiedy zobaczyłem hyunga idącego do toalety ruszyłem za nim. Kiedy wszedłem do toalety Kris już mył ręce. Kiedy mnie zobaczył uśmiechnął się a ja poczułem ukłucie w okolicy serca.
- Co jest Pando? - zaśmiał się – chciałeś mi coś powiedzieć prawda? - Chciał znowu poczochrać mnie po głowie ale złapałem jego rękę i popatrzyłem mu w oczy. Piękne oczy, w których zobaczyłam swoje odbicie.
- Hyung... muszę ci coś powiedzieć – zacząłem cicho, a mój ton był depresyjny przez co Kris popatrzył na mnie ze zmartwieniem.
- Coś się stało, Tao? Dobrze się czujesz? - położył rękę na moim ramieniu. Strąciłem ją.
- Tak, stało się i nie, czuję się okropnie – spojrzałem ukochanemu w oczy i zobaczyłem w nich zmartwienie i strach... strach o mnie.
- Nie mogę tego dłużej ukrywać hyung. Muszę ci to powiedzieć – kiedy to mówiłem, czułem jak w sercu coś mi pęka. Kris patrzył na mnie wyczekująco. Nie miał pojęcia co zaraz usłyszą jego uszy. Nie wiedział jak bardzo cierpiałem. Nie wiedział, że go kochałem.
- Ko.. - zaciąłem się. Chciałem mu to wykrzyczeć w twarz, chciałem by mnie przytulił i powiedział, że wszystko w porządku, że on tu jest. Chciałem pocałować te jego cudowne usta, wpleść palce w bujne blond włosy, wyszeptać mu, że go kocham. Ale nie mogłem tego zrobić. Nigdy go nie pocałuję. Spojrzałem znów w jego oczy i zebrałem się na odwagę.
- Jesteś dla mnie ważny hyung. Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu, bez ciebie czuję się jakbym umierał, chciałbym przytulać cię do końca mojego życia, wdychać zapach twojego ciała, trzymać cię za rękę przez resztę naszego życia. Kocham cię Kris.
Cofnął się o dwa kroki, patrząc na mnie z wyrazem niedowierzania. Szybko podszedłem do niego i musnąłem jego wargi moimi. Gwałtownie skoczyło mi ciśnienie lecz Kris odepchnął mnie i popatrzył na mnie z przerażeniem.
- Kris.. - zacząłem lecz w tym momencie do toalety wparował Luhan. Popatrzył na nas zdziwiony i zatrzymał wzrok na mnie.
- Chodźcie już, wołają nas – Luhan uśmiechnął do nas ale nikt nie odpowiedział mu. Kris szybko wyminął go i wyszedł z łazienki. Patrzyłam na zamykające się drzwi i upadłem na kolana powstrzymując płacz z całych sił. Wystraszony Luhan podbiegł do mnie i złapał mnie za ramię.
- Tao? D-dobrze się czujesz?
- T-tak – odpowiedziałem i spróbowałem się uśmiechnąć ale tylko się skrzywiłem. Szybko otarłem lekko wilgotne oczy, poprawiłem włosy i odetchnąwszy głęboko wyszedłem z toalety.

Sesja zdjęciowa wyszła idealnie. Ja z rozpaczą patrzący na Krisa i on sam z odwróconym wzrokiem patrzący w dal. Fotograf był wniebowzięty. Zdjęcia trwały bardzo krótko, gdyż jak sam stwierdził „pozowaliśmy tak naturalnie i pięknie, że nie było nic do poprawy”. Kris nie odzywał się do mnie do końca dnia. Pojechał pierwszy do dormu taksówką, informując tylko menadżera. Patrzyłam za samochodem dopóki nie zniknął mi z oczy. Dopiero wtedy odważyłem się zapłakać.

At the beginning I was... normaly girl.

Tak, na początku byłam normalną dziewczynką... no może nie do końca normalna. Nie słuchałam muzyki, nie lubiłam koncertów, imprez, chłopaków i ogólnie tylko czytałam. Kpop poznałam dzięki temu, że chciałam nauczyć się robienia szablonów i dzięki temu, że dziewczyna robiąca poradnik użyła zdjęcia G-Dragona na próbny szablon. I tak zaczeła się ostra jazda.

Na początku GD, następnie BIGBANG i miłość do T.O.P.a który był dla mnie jak brat. Miałam śwaidomość, że to idol zupełnie dla mnie nieosiągalny ale lubiłam sobie marzyć o spotkaniu go w mieście, na rynku, w restauracji. 

EXO też było jednym z pierwszych zespołów które pokochałam. największym wyzwaniem było zapamiętanie ich twarzy i imion. Pierwszym biasem był Sehun, gdzyż dzięki niemu poznałam EXO, dopiero niedawno zmieniłam biasa na D.O (aktualnego). I dopiero niedawno pokochałam Krisa, Tao i ich razem (Taoris). Kyungsoo, Zitao i Yifan to moja trójka bogów. Trójca Święta. <3 Ojciec (Kris), syn (Tao) i duch świety(czuwająca mama zespołu - D.O).

BTS to kolejny zespół bez którego nie mogę żyć. Kocham ich piosenki ale wciąż nie mogę nuczyć się który jak ma na imię. Aż zapadam się pod ziemię ze wstydu. Naprawdę.

BTOB poznałam niedawno dzięki koleżankce (tak to o tobie głupku <3) i jak na razie lubię ich (choć nie kocham). 

Block B... ich nie umiem nie kochać. Poznałam dzięki Głupkowi :* . Ulubiona piosenka - "Very very good".

VIXX... zespó z którym mam problem. Raviego i N kocham, ale równocześnie się ich wszystkich boję. Mają taki nietypowy... styl, że tak stwierdzę.

C.N.Blue to mój ulubiony rockowy zespół. Ulubiony album - Bluelove. Nie nudzi mi się nawet po półrocznym słuchaniu go.

F.T.Island to samo co wyżej. Poznałam dzięki dramie "You're beautiful" gdzie Lee Hongi Ki występował jako Jeremy. Ulubiona piosenka - Hello hello.

A-Prince... cięzko mi coś powiedzieć, bo nie znam ich do końca. Zaczełam ich słuchać bo mieli przyjechać do Polski ale nie wciąglneli mnie. Lubię sobie czasem posłuchać ale nie mają tego czegoś.

Super Junior lubię. Znam, słucham i lubię. Lubię lubię. W sumie też ich poznałam dzięki dramie "You're beautiful". Kocham ich utwór "Sorry sorry". 

Nie będą męczyć i nudzić was całą historią. To tyle na powitanie. Pierwszy będzie jakiś tam one shot ale nie wiem kiedy go dodam. Więc... annyong!